W listopadzie 1971 roku wiceminister przemysłu ciężkiego Aleksander Kopeć pilnie wezwał do siebie czwórkę najważniejszych elwrowców. Pojechali do Warszawy: dyrektor naczelny Jerzy Olczak, dyrektor techniczny Andrzej Myszkier, dyrektor Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Bronisław Piwowar i główny konstruktor maszyn Odra - Andrzej Zasada. Trafili na istne trzęsienie ziemi. W Zjednoczeniu Mera i Instytucie Maszyn Matematycznych leciały właśnie dyrektorskie głowy, dokładniej - dyrektorzy tracili swoje fotele. Powód: brak postępów w przygotowaniu produkcji w Polsce komputerów serii RIAD i radzieccy towarzysze się niecierpliwią.
Z ich punktu widzenia rzecz była rzeczywiście niezrozumiała. Nie dość, że Elwro nawiązało bliską współpracę z firmą zza żelaznej kurtyny, co już samo przez się było politycznie podejrzane, na domiar Polacy przez kilka lat nie zdołali wywiązać się z zadań, które im wyznaczono w ramach wspólnego przedsięwzięcia. Rzeczywiście, w lutym 1968 roku zapadł wyrok na serię Odra 1300. Tak postanowiono podczas radziecko-polskiego spotkania w Moskwie przedstawicieli komisji planowania i ministerstw przemysłu. Zamiast komputerów oryginalnej konstrukcji polskiej miały być w Polsce produkowane maszyny tzw. Jednolitego Systemu, czyli wedle rosyjskiej terminologii - serii RIAD. Wynikało to z szerszego porozumienia, do którego przystąpiły wszystkie państwa członkowskie RWPG (Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, wschodni odpowiednik integracji zachodnioeuropejskiej). RIAD obejmował kilka klas wielkości, przy czym przemysł radziecki miał produkować wszystkie modele, natomiast poszczególnym krajom przydzielono po jednym z nich. Polsce przypadło zadanie uruchomienia produkcji komputera klasy średniej - R30.
Teoretycznie rzecz biorąc, idea zespolenia wysiłków dla przyspieszenia rozwoju informatyki po tej stronie żelaznej kurtyny wydawać się mogła najzupełniej uzasadniona. Także zamiar wykorzystywania podzespołów krajowej produkcji mógł stać się silnym bodźcem rozwojowym. Serię RIAD oparto jednak na komputerach IBM/360, wówczas już znacznie ustępujących nowoczesnością rozwiązań technologicznych i oprogramowaniu serii ICL 1900, które były silną stroną serii Odra 1300. Najwidoczniej radzieckiemu wywiadowi gospodarczemu nie udało się wykraść najnowszej dokumentacji.
Moskiewskie decyzje spotkały się zresztą z życzliwym przyjęciem w Warszawie. Wiele osób w Komitecie Nauki i Techniki i w kierownictwie Instytutu Maszyn Matematycznych od dłuższego czasu krzywym okiem patrzało na powodzenie, z jakim wrocławskie Elwro umacniało swoją pozycję producenta i eksportera komputerów. Niechęci środowiskowe zbiegały się z podejrzliwością motywowaną właściwą tamtym czasom poprawnością polityczną. Doświadczył tego na własnej skórze dr Marek J. Greniewski, jeden z tych warszawskich informatyków, którzy lojalnie współpracowali z Elwro. Nie było tajemnicą, że udział w negocjacjach z firmą ICL, skądinąd najzupełniej oficjalnie akceptowany, kosztował go cofnięcie paszportu i nawet czasową utratę pracy.
O projekcie RIAD-a wrocławianie nie mieli jeszcze wtedy pojęcia. Zobowiązania wynikające z polsko-radzieckiego porozumienia w tej sprawie stanowiły słodką tajemnicę ówczesnego kierownictwa Instytutu Maszyn Matematycznych, które zapewne liczyło na uzyskanie tą drogą dominującej pozycji w krajowym przemyśle komputerowym. Tak więc niczym grom z jasnego nieba spadły na nich słowa ministra Kopcia, że odtąd przed zakładami Elwro staje zadanie przygotowania i wdrożenia do produkcji komputera R30. Zabrzmiało to jak zapowiedź pogrzebu własnego dziecka, bowiem jednocześnie maszyny Odra miały być w niedługim czasie skreślone z planów produkcyjnych. Słabą pociechą było, że w tej decyzji kryło się niewątpliwie zaufanie do kompetencji i zdolności organizacyjnych ośrodka wrocławskiego. Najwidoczniej za czas stracony uznano kilkuletni okres prac nad polską wersją RIAD-a prowadzonych dotąd w Instytucie Maszyn Matematycznych pod okiem Zjednoczenia Mera. Wkrótce zresztą okazało się, że w istocie niewiele lepiej rzeczy się mają w kraju Wielkiego Brata. Ale dyspozycje otrzymane w Warszawie były jednoznaczne: żadnych odstępstw od wzoru radzieckiego.
Tymczasem w Elwro piętrzyły się zadania wynikające z wcześniejszych planów i zobowiązań. W produkcji wciąż jeszcze znajdowały się maszyny Odra 1204 i już zaawansowane były przygotowania do uruchomienia zupełnie nowej serii maszyn 1300, opartej na podpisanym niedawno porozumieniu z angielską firmą ICL. Stanowczo, projekt RIAD pojawił się co najmniej nie w porę. Jak sobie z nim poradzić, zastanawiano się we Wrocławiu przez najbliższe kilkanaście dni. Nie ulegało wątpliwości, że jego ścisłe wykonanie grozi cofnięciem Elwro o dobrych pięć lat.
Kropkę nad i postawił, pisząc co prawda dopiero po wielu latach, Andrzej Targowski: "Kiedy w roku 1968 powstała Międzyrządowa Komisja ds. Rozwoju Produkcji Maszyn RIAD, pełnomocnik ds. ETO Stanisław Kielan zamiast popierać przyjęcie standardu ICL 1900, czyli Odry 1304/05, zaczął popierać standard komputera IBM 360 dla maszyn Riad. Maszyna IBM 360 niewątpliwie była rodziną komputera bardzo popularnego na Zachodzie, ale nasze kraje demokracji ludowej nie otrzymały licencji na produkcję tej maszyny, tylko musiały polegać na informacjach wykradanych od producenta i użytkowników tych maszyn. Tak wielkiego przedsięwzięcia nie można opierać tylko na wywiadzie".
Całe dotychczasowe doświadczenie wrocławian, wsparte nawiązaną niedawno współpracą z nowoczesną firmą zachodnią, wskazywało, że podejście radzieckich autorów i wykonawców było nieprzemyślane technologicznie i ekonomicznie, prowadziło do nadmiernego zużycia materiałów, a walory eksploatacyjne produktu pozostawały znacznie w tyle za ich aktualnym poziomem w świecie. Było jednak równie oczywiste, że jest to propozycja nie do odrzucenia. Formalny sprzeciw nie mógł w ówczesnych warunkach wchodzić w rachubę.
Trzeba było zatem wymyślić taki sposób postępowania, by nie narazić zakładów Elwro - dokładniej: zakładowego Ośrodka Badawczo-Rozwojowego, któremu powierzono opracowanie polskiej wersji komputera R30 - na zarzut blokowania porozumień międzypaństwowych, a jednocześnie nie zmarnować dotychczasowego własnego dorobku. W OBR został utworzony odrębny zespół do opracowania własnego projektu komputera, odpowiadającego założeniom serii RIAD, ale w miarę nowoczesnego, takiego, którego Elwro nie musiałoby się wstydzić. Trzeba było przy tym postępować niezwykle rozważnie i to tym bardziej, że do Wrocławia zjechała liczna grupa specjalistów z Moskwy i Erewania. Ponieważ najwyższe czynniki państwowe tak w Polsce, jak w ZSRR były niesłychanie zainteresowane powodzeniem przedsięwzięcia, można jednak było postawić pewne warunki.
Pierwszym, zresztą najłatwiejszym do spełnienia, był wyjazd wrocławskiej ekipy do Erewania, gdzie mieścił się Instytut Maszyn Matematycznych, główny radziecki ośrodek projektowania komputerów, i do fabryki w Kazaniu, która miała podjąć ich seryjną produkcję. go Elwro nie musiałoby się wstydzić. Drugim - zakupienie trzech radzieckich komputerów klasy R30 jako wzorca. Wyjazd istotnie nastąpił szybko, ale co do komputerów, stało się jasne zaraz na początku wizyty w Kazaniu, że Rosjanie nie zrealizują zamówienia, bo dysponują dopiero jednym jedynym gotowym egzemplarzem. Niedługo potem okazało się, że i ten egzemplarz niewiele różni się od makiety, bo nie sposób go uruchomić.
Nie polepszało to zresztą sytuacji wrocławian, dosłownie postawionych pod ścianą. Zawisły bowiem nad nimi, jak miecz Damoklesa, mordercze terminy: w czerwcu 1972 roku Międzynarodowe Targi Poznańskie, w rok później wielka wystawa w Moskwie „Sdiełano w Polsze” - „Wykonano w Polsce”. Ma się rozumieć, że i tu, i tam musiał być pokazany komputer R30. Do Poznania trzeba było zmontować komputer z podzespołów i części dostarczonych z Erewania, podobnie do Moskwy. Od razu na starcie do tych zadań wystąpiły znaczne opóźnienia, zresztą z winy partnera radzieckiego. Pierwsze dostawy dotarły do Wrocławia nie w styczniu, jak to przewidywał plan, lecz dopiero pod koniec marca, niespełna trzy miesiące przed wystawą poznańską. Ostatecznie polska premiera RIAD-a odbyła się na MTP 1972, tyle że wystawiane jednocześnie Odra 1204 i Odra 1304 można było sprawdzić w działaniu, podczas gdy R30 jedynie oglądać, nie udało się go bowiem na czas uruchomić mimo pomocy informatyków z erewańskiego Instytutu Maszyn Matematycznych, skąd pochodził. Mówiąc niekoniecznie nawiasem, nie zdołali go uruchomić także później. A zainteresowanie tym monstrum, jak mówili wrocławianie o podrzuconej im konstrukcji, na którą składał się rząd potężnych szaf, było ogromne. Ktokolwiek w kraju zajmował się informatyką, chciał zobaczyć jak funkcjonuje komputer mający otwierać nową epokę w skali całego obozu. Przyjechali też specjaliści z wiedeńskiej filii IBM, żeby przekonać się, co potrafili radzieccy projektanci kopiujący amerykańskie rozwiązania sprzed dobrych kilku lat, a teraz demonstrujący je jako wielką nowość. Klapa była oczywista, na szczęście nie dało się nią obciążyć konta Elwro.
Najtrudniejsze i może nawet najgorsze dopiero wrocławian czekało. Na moskiewskiej wystawie trzeba było pokazać, w pełni sprawny, komputer rzeczywiście „sdiełanyj w Polsze”, skonstruowany na podstawie polskiej dokumentacji. Jako się rzekło, ambicją projektantów pod kierownictwem Bogdana Kasierskiego było maksymalne unowocześnienie otrzymanych z ZSRR założeń, tak by produkt odpowiadał programowo pozostałym maszynom Jednolitego Systemu, ale miał parametry techniczne kilkakrotnie wyższe od parametrów oryginalnego R30. Tego pomysłu nie ujawniali ani dyrekcji fabryki, ani warszawskiej centrali. Dzisiaj inż. Bronisław Piwowar, ówczesny dyrektor Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Elwro, nie tai, że grożącej nieustannie wpadki udało się uniknąć tylko dzięki fortelowi. Po prostu wraz z kilkoma najbliższymi współpracownikami zawiązał z coś rodzaju spisku i... wyprowadził w pole swoich przełożonych. W ciągu kilku tygodni zostały opracowane założenia techniczno-ekonomiczne nowego RIAD-a, ale dla niepoznaki podawano ich parametry eksploatacyjne niższe od rzeczywistych, by ukryć niedopuszczalne odstępstwa od założeń radzieckich. I tak w sejfie dyr. Piwowara znalazło się 7 egzemplarzy tych nowych założeń, opatrzonych niezbędnymi podpisami szefów Elwro, zjednoczenia i ministerstwa. Zastosowana metoda była dokładnie odwrotna od postępowania pewnego konstruktora, który informując o zaprojektowanym przez siebie urządzeniu podawał parametry również niezgodne z rzeczywistością, tyle że akurat wyższe od faktycznych.
W końcu jednak rzecz się wydała.Na wielką wystawę w Moskwie, w czerwcu 1973 roku, Biuro Handlu Zagranicznego Elwro przygotowało kilkadziesiąt tysięcy trójjęzycznych, kolorowych broszur informacyjnych o „polskim” R30 i podało tam, w najlepszej wierze, prawdziwe parametry. Teraz było widać, jak na dłoni, że różnią się zdecydowanie od tego, co zaprojektowali konstruktorzy radzieccy. Gośćmi wystawy było całe kierownictwo partyjne i państwowe, radzieckie i polskie. Wybuchła dzika awantura.
Jak wspomina inż. Piwowar, gdy ze swymi kolegami - inż. Andrzejem Zasadą, odpowiedzialnym za sprawy sprzętowe, i inż. Stanisławem Lepetowem, który odpowiadał za oprogramowanie - wracał do hotelu, już czekał na niego pilny telefon od gen. Nikołaja Łarionowa, odkomenderowanego do nadzorowania realizacji zadania przez polski przemysł komputerowy: - Przyjeżdżajcie do mnie! - Kiedy? - Teraz, natychmiast, przyjeżdżajcie wszyscy razem! Nie zapowiadało to niczego dobrego, ale i tak sytuacja przeszła najgorsze oczekiwania.
Wprawdzie w gabinecie Łarionowa stół był bogato zastawiony, ale od progu wrocławianie zostali powitani na stojąco wykrzykiwanymi już nie tyle wymówkami, co wręcz groźbami. Słowo „chuligaństwo” należało bodaj do najłagodniejszych. Zaatakowani bez uprzedzenia, nie dawali za wygraną. Napięcie sięgnęło zenitu, gdy w ferworze sprzeczki inż. Piwowar chwycił Łarionowa za krawat. Zimną krew zachował natomiast inż. Zasada, zwykle najbardziej zapalczywy. Teraz dyskretnie kopnął Piwowara w kostkę, a sam zaczął gorączkowo rysować schematy, objaśniać, dlaczego odstąpili od założeń radzieckich. - To niedobrze - upierał się, już nieco mniej nerwowo Łarionow. - Ależ nie, to właśnie dobrze - upierali się wrocławianie. Do zgody nie doszło, ale był właśnie koniec czerwca, rozpoczynały się letnie urlopy, sprawa, zdawało się, przyschła.
Ledwie jednak skończyły się wakacje, w pierwszych dniach września do Wrocławia przyjechała liczna delegacja radziecko-polska, na czele z osobistym doradcą Breżniewa Gorszkowem i ministrem przemysłu maszynowego Kopciem. W jej składzie były oczywiście wszystkie najważniejsze figury związane z programem Jednolitego Systemu, jak główny konstruktor Kuczukian z Erewania, jego polski odpowiednik dyr. Roman Kulesza oraz prof. Stanisław Paszkowski, nowomianowany przewodniczący rządowej komisji do spraw techniki obliczeniowej.
Po formalnym wstępie min. Kopcia głos zabrał Gorszkow. Zaczął od przypomnienia, że towarzysze Breżniew i Gierek uzgodnili na spotkaniu na Krymie zasady współudziału polskiego przemysłu we wspólnym przedsięwzięciu. Nie przebierając w słowach, poddał miażdżącej krytyce to, co zrobiono dotąd w Elwro. - Strona radziecka nie przyjmuje do wiadomości żadnych zmian w przekazanych stronie polskiej założeniach - grzmiał przez kilkadziesiąt minut, nie oszczędzając ani dyrektora OBR Elwro, ani jego zwierzchników.
Wbrew wszelkim oczekiwaniom i praktyce podobnych spotkań z udziałem przedstawicieli Wielkiego Brata, wystąpienie Gorszkowa skontrował minister Kopeć: - To nie była indywidualna decyzja dyr. Piwowara Takie było i pozostaje stanowisko naszego ministerstwa i polskiego rządu. Skoro przez pół roku trzydziestu waszych specjalistów nie potrafiło uruchomić zaprojektowanego u was komputera, jakie było inne wyjście? Wyście nawet nie przedstawili swojej konstrukcji międzypaństwowej komisji ekspertów.
Nikt więcej nie zabrał głosu, całe wysoko utytułowane towarzystwo obejrzało jeszcze fabrykę i pojechało na zakrapiany obiad w reprezentacyjnej restauracji „Zagłoba” w niedalekiej Świdnicy, a stamtąd na zwyczajowe zwiedzanie zamku w Książu i potem jeszcze - zabytków Krakowa. O R30 nie rozmawiano, ale wkrótce potem doszły do kraju wiadomości o zdymisjonowaniu w Związku Radzieckim osób odpowiedzialnych za współpracę z polskimi konstruktorami. Powód: „brak nadzoru”.
Trzeba było jeszcze upływu kilku lat, by w roku 1976 Rada Głównych Konstruktorów Jednolitego Systemu zaaprobowała założenia komputera R32 zaprojektowanego we Wrocławiu. Nawiasem mówiąc, dopiero w roku następnym, w maju 1977, strona radziecka poddała próbom eksploatacyjnym swoją wersję komputera klasy R30, czyli R33.
Na czele komisji stał inż. Piwowar. - Modliłem się w duchu, by te 72-godzinne, jak nakazywał regulamin, egzamin wypadł pomyślnie. W przeciwnym razie konsekwencje spadłyby rykoszetem na nasze Elwro.
Najwidoczniej modlitwa została wysłuchana, bo radziecki komputer nie sprawił przykrej niespodzianki. A co do R32, w zakładach Elwro wyprodukowano w ciągu następnych lat 150 egzemplarzy tego komputera zdecydowanie górującego nad pierwotną konstrukcją radziecką.