Dawno, dawno temu... Gdy nikomu na świecie nawet nie śnił się Internet, gdy mówiło się o elektronice, ale jeszcze nie o informatyce, gdy komputery nazywano „mózgami elektronowymi”, a w Polsce znano je tylko z literatury...
Pierwsza na świecie elektroniczna maszyna licząca została oddana do użytku w roku 1946 w USA, a już w dwa lata później przed grupą młodych matematyków i elektroników postawiono w Warszawie zadanie skonstruowania jej polskiego odpowiednika. W kraju ruin i zgliszcz wyglądało to porywanie się z motyką na słońce. Na przekór wszystkiemu, po kilku mniej czy bardziej udanych próbach, w roku 1956 zaczął pracować pierwszy polski komputer. Jednak żelazna kurtyna, oddzielająca nasz kraj od zachodnich ośrodków najbardziej rozwiniętej myśli naukowej i technicznej, skazywała polskich konstruktorów, technologów, programistów na odkrywanie Ameryki po raz drugi. Dla Zachodu była bowiem Polska elementem wrogiego bloku polityczno-militarnego, oficjalne źródła informacji stamtąd były zamknięte, a w najlepszym razie nader skąpe. Zapóźnienie technologiczne pogłębiała polityka dyktowana interesem Wielkiego Brata.
W takich warunkach u progu lat 60. powstawał polski przemysł komputerowy i rozwijały się zastosowania techniki komputerowej. Śmiała wizja znalazła ambitnych wykonawców, młodych inżynierów i matematyków. Może „oni nie wiedzieli, że tego nie da się zrobić”. Po niewielu latach we Wrocławiu, a potem w Warszawie i na Śląsku oraz w wielu innych miejscach kraju powstały fabryki sprzętu komputerowego i urządzeń automatyki. Informatyka pojawiła się w w programach badawczych instytutów Polskiej Akademii Nauk i wyższych uczelni, a ich absolwenci tworzyli kadry informatyków rozmaitych specjalności. W świadomości współczesnego pokolenia brzmi to jak bajka o żelaznym wilku. Czy warto ją opowiadać? I czy ma ona jakiś związek ze współczesnością, kiedy tak łatwy stał się i w naszym kraju dostęp do najnowszych zdobyczy cywilizacyjnych, a polskich internautów liczy się na miliony?
Wbrew pozorom, można przecież zauważyć wyraźną ciągłość rozwoju. To bowiem przede wszystkim dzięki rosnącej w tamtych latach liczbie komputerów rodzimej produkcji rozmaite środowiska zawodowe wchodziły w erę informatyzacji. Projektowano i wdrażano zakładowe i branżowe systemy technicznych i gospodarczych, organizacyjnych i naukowych zastosowań techniki cyfrowej, pracowano nad koncepcją i realizacją krajowego systemu informatyki. Tak zdarzenia, o których będzie tu mowa, przygotowywały przyjęcie w ostatnim kilkunastoleciu nowoczesnych technologii, po drugiej stronie muru berlińskiego znanych i praktycznie wykorzystywanych już kilka dziesięcioleci wcześniej.
Warto jednak postawić pytanie, jak to się stało, że polska informatyka opiera się dzisiaj niemal wyłącznie na importowanych urządzeniach lub podzespołach i importowanym oprogramowaniu. Czy przyczyna tkwi w krótkowzroczności ówczesnych ekip rządzących, czy w przemożnym wpływie czynników zewnętrznych, geopolityki i globalnej gospodarki?
Dlaczego został przerwany lot polskiej informatyki?